Moby - Wait for me
Ara aka Sydney | 26-06-2009 | 01:37Muszę się przyznać, że pisząc ostatniego posta ciekawość wzięła górę i mimo późnej, bardzo późnej pory nowego Mobiego przesłuchać musiałem
Rano trza było wstać do pracy na 12 godzin robót w kamieniołomach, mimo to nie żałowałem kliknięcia w Winampie PLAY.
Wcześniej czytałem kilka opinii pojedyńczych tracków z albumu na jutubie i dobrze, że podchodze sceptycznie do takich wypowiedzi, gdyż zniechęcały do odsłuchania krążka. A to byłby błąd.
Do rzeczy - płytka rozpoczyna się przyjemnym intro o nazwie Division, następnie wchodzi Pale Horses. No i tu już przy pierwszym odsłuchu człowiek mięknie. -
“Put me on the train, send me back to my home
Couldn’t live without you when I tried to roam
Put me by the window, let me see outside
Looking at the places where all my family died “
Ciekawi mnie czy Richard w życiu taki smutny jak jego muzyka. Warto również rzucić okiem na klip do tego kawałka, którego bohaterem jest postać z okładki. 5/5
Następny numer Shot in the back of head polecam wszystkim osobom, u których proces lateralizacji nie przebiegł pomyślnie. Utwór, a szczególnie jego początek, jest tak nagrany, że zmysł słuchu wariuje - w jednej słuchawce bit, bas, w drugiej słuchawce melodia, talerze, gdzieś pomiędzy coś jeszcze. Klimatycznie
Study War - Mistrzowsko posamplowany głos jakiegos gościa, trzaski czarnej płyty, piękny kobiecy wokal. Trzeba posłuchać! Co ciekawe kawałek spodobał mi się po którymś odsłuchu. “The battle will be over “
Walk with me - utwór może i nie porywa, ale za to porywa chropowaty głos Pani, która w nim trzyma mikrofon. Przed snem jak znalazł!
Stock Radio - taki mały przerywnik, moze coś więcej ? Nie wiem.
Mistake - sam Moby na wokalu, dobry tekst, kawałek szybszy od wcześniejszych numerów. Typowy dla tego multiinstrumentalisty styl budowania utworu i atmosfera. Dobre to !
Scream Pilots - Nie słychać tutaj żadnych krzyków, przyjemne pianino i smyczki. Szkoda tylko, że tak krótko.
JLTF 1 - wstęp do głównego JLTF. Bardzo mi przypomina ściężkę filmową z Requiem for a dream, a dokładnie - momenty w których główny bohater miał wizje. Swoją drogą muszę chyba znowu wrócić po raz XXX do tego filmu.
JLTF - w tle dalej motyw z requiem o którym pisałem wyżej. Plumkające w tle pianino, słodki głos pytający czy chwile spędzone razem nic nie znaczyły ? Smutno. Dobrze. Po Mobiemu
A Seated Night - smyczki rządzą w tym kawałku, w tle kościelne chórki. Tak jakoś tajemniczo.
Tytułowy kawałek albumu Wait for Me - po Pale Horses drugi numer, który mnie zakręcił. Ja na pewno “zaczekam”
Hope is Gone - robi się trochę jazzowo. Leave me now, all hope is gone. Leave me now.
Ghost return - utwór trwa tylko 2:38. Fajne talerze. Taki jakby skit. Smutny skit, na smutnej płycie.
Slow Light - początek znowu wspomaga niezależną pracę półkul mózgowych. Typowe dźwięki dla autora, skrzypki, jakaś gitarka pod spodem, perkusja. Nie ma tu wokalu, kawałek troche jak muzyka filmowa.
Na pożegnanie Isolate - beat troche jak od massive attack. Czuć, że zbliża się koniec.
Króciutkie klipy, tak zwane “blipy” do albumu można zobaczyć na blogu Mobiego. Z bloga dowiadujemy się również, kiedy i jak powstała wizja małego, smutnego ludzika z okładki. Warto odwiedzić KLIK
Jak dla mnie cały album bomba. Po wielkich Play czy Hotel Łysawy Amerykanin serwuje kolejny dobry krążek, różniący się od tego co obecnie modne. Wait for me - 5/5
Jeśli kogoś jeszcze nie zachęciłem - klip do mojego faworyta - Pale Horses






